Argo – długowieczny terier walijski
Argo był terierem walijskim, który spędził z nami około 16–17 lat. Pojawił się w domu niedługo po śmierci Dafiego i został aż do późnej starości. Z tamtego czasu zachowało się niewiele zdjęć, ale niektóre wspomnienia wciąż mam wyraźne. Najlepiej pamiętam, jak witał każdego, kto przychodził do domu. Od tego zwykłego obrazu chcę zacząć jego historię.
Po Dafim pojawił się Argo – drugi pies w naszym domu
Nie pamiętam dokładnego dnia, w którym pojawił się u nas Argo, ale wiem, że było to niedługo po śmierci Dafiego. Był rok 1993 albo 1994. Dziś mamy 2026 rok, minęły więc 32-33 lata. Zdjęć robiło się wtedy znacznie mniej, przynajmniej u nas, a część tych, które mogłyby pomóc odtworzyć daty, przepadła.
Z tego, co pamiętam, przywieźliśmy go z jakiejś wsi. Podobnie jak Dafi, nasz pierwszy pies, był to pies mojego brata. Argo został drugim i ostatnim psem w naszym rodzinnym domu. Później w moim życiu pojawiały się kolejne psy, ale to już inne historie.
Co zapamiętałem z jego zachowania? Przede wszystkim powitania. Ktokolwiek by przyszedł, to Argo zjawiał się przy drzwiach i machał ogonem. Po tylu latach właśnie takie sceny zostają w pamięci. Powtarzały się przez lata i stały się częścią wspólnego życia.
Jego świat był dość blisko domu. Chodziliśmy z nim na pobliskie, dosyć duże pola, po których mógł sobie pobiegać. Zabieraliśmy go też na działkę oddaloną o około trzy kilometry. Ruchu więc nie brakowało, choć dalszych okolic prawie nie poznał.
Kiedy porównuję jego życie z życiem Gryzi (piesek, którego opiszę innego dnia), widać sporą różnicę. Ona odwiedziła wiele miejsc, w których Argo nigdy nie był. W tamtych czasach pozostawały nam przede wszystkim tereny, do których mogliśmy dotrzeć pieszo. Trochę żałuję, że nie zobaczył więcej. Nie potrafię jednak powiedzieć, czy jemu czegoś z tego powodu brakowało. Znał swoje pola i drogę na działkę. To tam spędzał czas poza domem, w otoczeniu, które przez lata pozostawało jego światem.
Na zachowanych zdjęciach ma dość obfitą sierść, dlatego od razu dopowiem: bywał podcinany. Po prostu ocalały akurat takie fotografie, na których nie był ostrzyżony. Zdjęcia pokazują tylko wybrany moment. Przy Argo widać to szczególnie mocno, bo z wspólnych lat zostało ich naprawdę niewiele. Pozostałe zdjęcia zostały niestety utracone.
Około 16–17 wspólnych lat z Argo
Gdy myślę dziś o Argo, widzę psa, który przez większość życia prawie w ogóle nie chorował. Był z nami około szesnaście, siedemnaście lat, choć dokładnego wieku ani dat nie potrafię już podać. Żył długo jak na psa, ale jego ostatni okres był bardzo trudny. Stracił sporo swojej sierści. Przestał też widzieć, przez co nie było mu łatwo. Do tego zaczął sikać pod siebie. Zostało mi przede wszystkim wspomnienie jego stanu i tego, jak ciężko było patrzeć na cierpienie psa, który tak długo nam towarzyszył.
W końcu podjęliśmy decyzję o uśpieniu Argo. Nie chcieliśmy, żeby dalej się męczył. Szesnaście lub siedemnaście lat to długi czas, a kiedy przychodzi ten moment rozstania, to boli. Pamiętam dzień, w którym szliśmy wszyscy go pochować. Argo został pochowany w ziemi, a tamta droga była naszą ostatnią wspólną wędrówką... Jedna z najsmutniejszych chwil, jakie pamiętam. To był straszny dzień. Jeden z najgorszych.
Po Argo zostały mi trzy papierowe fotografie. Zdjęcia cyfrowe zostały utracone podczas awarii dysku, poza dwoma zachowanymi folderami. Są w nim ujęcia z dwóch różnych dni. Tyle ocalało i właśnie tym mogę się dziś podzielić. Chciałbym mieć więcej, zwłaszcza zdjęć z wcześniejszych lat, ale tych już nie odzyskam.
Argo zostawił mi też ważną naukę. Przy kolejnych psach pamiętałem sytuacje, w których wcześniej mogłem zareagować lepiej. Nie oznacza to, że działa mu się krzywda. Mam na myśli zwykłe ludzkie zniecierpliwienie, po którym zostaje myśl: przecież mogłem zachować się inaczej. Z człowiekiem bywa podobnie. Powiesz komuś coś przykrego, a później żałujesz, choć wcale nie chciałeś go zranić. W relacji z psem również można mieć do siebie żal o własną reakcję. Zwłaszcza po jego śmierci, kiedy nie ma już możliwości, żeby następnym razem postąpić lepiej.
Dlatego przy kolejnych psach trzymałem się prostej zasady: bądź dla psa miły, żebyś później nie żałował swojego zachowania. Dziś może się to wydawać oczywiste. Mnie jednak wspomnienie Argo pomagało o tym pamiętać.
Argo był z nami około 16–17 lat, a mimo to jego historia mieści się dziś w niewielu zdjęciach. Poniżej te co udało się zachować.














Dodaj komentarz