Logo strony

Ricki – pies, który zawsze chciał iść dalej

Ricki – jedyny szczeniak ze schroniska

 

Ricki trafił do mojej partnerki w 1998 roku, gdy był mniej więcej trzymiesięcznym szczeniakiem. Zabrała go ze schroniska, w którym był wtedy jedynym szczeniakiem. My jeszcze się nie znaliśmy. Ja poznałem Rickiego zdaje się w2009 roku.

Ricki miał swój wewnętrzy radar na złych ludzi. Gdy ktoś mu nie odpowiadał, od razu szczekał. Czy zawsze trafnie oceniał człowieka? Tego nie wiem, ale wtedy miałem wrażenie, że potrafił wyczuć więcej niż człowiek...

Czasami był beksą, której trudno było usiedzieć w jednym miejscu. Wystarczyło usiąść na trawie albo ławce, a po chwili już zaczynał popiskiwać. Jeśli to nie pomagało, szczekał. Odpoczynek? On chciał iść dalej, choć długodystansowcem nie był. Jednego dnia, bardzo zmęczył się po 14 kilometrowym spacerze, co w porównaniu do Gryzi (o niej będzie wkrótce) jest wynikiem średnim.

Najgorzej znosił zostawanie samemu w domu. Nawet krótkie wyjście mogło oznaczać zniszczone ubrania albo zasikane mieszkanie. Potrafił dobrać się do bluzki i zniszczyć to, co znalazło się w jego zasięgu.

Prawdopodonie miało to związek z jego początkiem życia. Już jako szczeniak miał dziurę w uchu – być może został pogryziony przez inne psy, ale pewności nie mamy. Kiedy moja partnerka zabierała go ze schroniska, strasznie płakał. Widocznie musiał mieć ciężkie doświadczenie... Dziś możemy się jedynie domyślać.

Na spacerach był na ogół posłuszny, choć zdarzały mu się własne pomysły.

 

Gryzia i wspólne zamiłowanie do błota

W ostatnim roku życia Rickiego towarzyszyła mu Gryzia, wtedy jeszcze szczeniak. Oj, dawała mu się we znaki... Wciąż chciała się bawić, a on miał już swoje lata i nie zawsze podzielał jej zapał. Gryzia najchętniej bawiłaby się dalej, nawet kiedy Ricki miał już dosyć. Przejęła od niego z wielką ochotą... zamiłowanie do błota. Ricki uwielbiał się w nim taplać, a Gryzia szybko odkryła, że to również zabawa dla niej. Została wręcz miłośniczką błotnych kąpieli. Nauczyciela miała dobrego.

Ricki lubił też brodzić w płytkiej wodzie, najlepiej takiej sięgającej mniej więcej do połowy łap. Pływanie? To już nie było dla niego. Unikał głębszego zanurzania się, za to w płyciźnie taplał się z przyjemnością. Co ciekawe, Gryzia przejęła od niego również ten zwyczaj – do wody owszem, ale żeby zaraz pływać... niekoniecznie.

Ricki zachorował na raka. Cierpiał i płakał z bólu, dlatego został uśpiony. To był straszny dzień... Zmarł w 2014 roku, jeśli dobrze pamiętam – w kwietniu. Weterynarkę, która go usypiała, widzieliśmy wtedy po raz pierwszy. Po latach spotkaliśmy ją ponownie, tym razem z Gryzią. Trafiliśmy do gabinetu, z którego wcześniej nie korzystaliśmy, ponieważ inne były zamknięte. I właśnie tam znów pojawiła się ta sama weterynarka. Dwa tygodnie później Gryzia zmarła.

Oczywiście nie obwiniam jej o śmierć Gryzi, zresztą widać było, że ma zamiłowanie do zwierząt. Tak się po prostu niefortunnie złożyło, ale w mojej pamięci te dwa wydarzenia jakoś się ze sobą połączyły. Zobaczyliśmy ją przy pożegnaniu Rickiego, a później spotkaliśmy ponownie niedługo przed utratą Gryzi. Trudno było nie wrócić myślami do tamtego dnia...

Na początek pokazuję trzy zdjęcia Rickiego. Kolejne pojawią się w następnych wpisach, bo nie chcę zamieszczać wszystkich naraz. Tym razem, inaczej niż przy Dafim i Argo, rozłożę zdjęcia na kilka postów. Jeszcze trochę Rickiego tu będzie.

 

Ricki
Zdjęcie wykonane podczas jednego ze spacerów. Sobota, 12 czerwca 2010, 15:19.

 

piesek RickiA to ulubiona zabawa Rickiego. Błoto. Niedziela, 15 sierpnia 2010, 16:19.

 

Ricki i Gryzia
Było sporo o Gryzi, nie mogło więc jej zabraknąć. Sobota, 13 lipca 2013, 15:39.

 

Dodaj komentarz

Wyślij